No dzień warty opisania. Ze szkoły wywlekli nas do kościoła, bo rekolekcje. Ja tam nie mam nic przeciwko uczęszczania do kościoła - nawet chodzę na oazę i tak na marginesie mówię wam, że tam jest spoko, po prostu siedzi się i gada, ale zmuszanie ze strony szkoły, żebyśmy byli w kościele lekko mnie wkurza, a nawet bardzo. Z dziewczynami zwiałyśmy, ale oczywiście nie omieszkano sprawdzić obecność i się skapnęli, że nas nie ma. Trudno, jakoś wytrzymam gadanie na godzinie wychowawczej jacy to my jesteśmy i w ogóle. Potem odczepiłyśmy się z Olą od dziewczyn i poszłyśmy do niej, a jak od niej wracałam prawie potrącił mnie, uwaga... rowerzysta! A właściwie rowerzystka. Nieźle co? Taka była zdezorientowana, że musiałam stanąć na środku przejścia, żeby mnie wyminęła. Jakby to powiedziała Ola: ciota jebana ;d. Potem anglik, z którego pamiętam może 1/3 i odczulanie. Miło.
W dodatku jak zrobiłam sobie popcorn, okazało się, że jest jakiś zły czy coś i zrobiła mi się tylko garstka. Yyy.
W dodatku jak zrobiłam sobie popcorn, okazało się, że jest jakiś zły czy coś i zrobiła mi się tylko garstka. Yyy.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz